Andrzej Żelazny

„Bambino” i okolice, wspomnienia
Lata 1957 – 1962

Uczelnia, Politechnika Częstochowska dała mi wykształcenie, zawód i umożliwiła start w dorosłość, ale to co najmilej wspominam to życie po wykładach, ćwiczeniach i kolegów, których się nie zapomina.

Miejscem spotkań mieszkańców akademika była świetlica i sala telewizyjna. Działania Rady Uczelnianej ZSP zmierzały do ożywienia i poszerzenia form działalności kulturalnej.

Wiosną 1957 roku Rada Uczelniana ZSP ogłosiła konkurs na wieczornicę przygotowywaną przez poszczególne lata. Konkurs wygrał nasz drugi rok Budowy Maszyn wzmocniony koleżankami z drugiego roku Wydziału Włókienniczego. W przedstawieniu zatytułowanym „Bawimy się w ZMP” występowali wszyscy późniejsi założyciele kabaretu „Bambino”.

Nie pamiętam wszystkich nazwisk, zostały mi w pamięci : Gabrysia Krzyżykowska, Jadzia Placek, Adela Malinowska, Andrzej Bińkowski, Piotr Snarski, Janek Łaskawiec, Rysiek Uklański, Kazik Gabryel, Stasiek Sawicki. Program był składanką tekstów znanych satyryków. Znalazło się jednak miejsce na kilka własnych tekstów głównie związanych z Uczelnią. Największą sympatię widzów wzbudzały teksty dotyczące znanych wszystkim osób. Fizykę wykładał docent Antoni Pietraniec, który próbował nas przekonać do tej pięknej dziedziny wiedzy, między innymi poprzez konieczność posiadania umiejętności wyprowadzenia równania Schrodingera na dwóch kartkach papieru prośbowego ( tak się wówczas nazywał popularny dzisiaj format A4). Myśmy mieli jednak swój pomysł na fizykę atomową śpiewając:

‘Panie Docencie daruj nam życie
Pozwól studiować nam godnie
Naucz atomy rozbijać młotkiem
Będzie o wiele wygodniej’

Nasz dziekan, prof. Oskar Michejda powrócił ze studiów doktoranckich w USA i kupił sobie samochód .

Także i dziekan nasz wsparł motoryzację
Kupił se DKW i wzbudza sensacje

Zwrotek było ponad 20 a śpiewał je Kaziu Dębski . Każda Katedra miała za swoje.

Jeżeli była szczególnie lubiana to miała jeszcze swój wierszyk :

Chcesz mieć trudności
Zadrzyj z Katedrą Wytrzymałości.

Albo :

Jest też Katedra tej Ekonomii
wiedząca co to jest kryzys
dla niej był straszny chyba Październik
bo nie wiedzieli gdzie wyzysk.

Nagrodą za zajęcie pierwszego miejsca w konkursie były wczasów zimowe w Szklarskiej Porębie.

W lipcu 1957 roku liczną grupą studentów po drugim roku wyjechaliśmy na praktykę do Wytwórni Silników Wysokoprężnych w Andrychowie. Zbliżało się święto 22 lipca. Nie wiem kto wpadł na pomysł aby nam zaproponować przygotowanie części artystycznej na okolicznościowej akademii. Mieliśmy przygotowanych sporo tekstów. Należało je tylko zatwierdzić przez cenzora i program był gotowy. Z małymi problemami, Andrzejowi Bińkowskiemu udało się przekonać cenzora w Wadowicach, że teksty są publikowane w prasie oraz cel jest praworządny. Piotrek Snarski wraz z Andrzejem Bińkowskim napisali kilka zwrotek kupletów o Andrychowie . Pamiętam tylko, że było tam narzekanie na kiepski repertuar kina:

oraz brak rozrywek dla młodzieży

‘…młodzież się nie ma gdzie bawić,
chodzi więc sobie na Pańską Górę,
aby tam cnotę zostawić’.

Całe nasze przedstawienie było bardzo dobrze przyjęte przez uczestników akademii a kuplety o ich mieście wręcz entuzjastycznie. Półtorej godziny już trwało widowisko a my mieliśmy jeszcze parę numerów. Prawdopodobnie było to za dużo dla organizatorów bo polecili zakończyć spektakl. Takiej akademii z okazji i ku czci to na pewno już mieszkańcy Andrychowa w przyszłości nie mieli.

W grudniu 1957 roku po przedstawieniu najlepiej ocenionej ‘wieczornicy’ Rada Uczelniana ZSP zafundowała nam wczasy zimowe w Szklarskiej Porębie . Poznaliśmy tam Pana Ryszarda Kuszłłejkę który wraz z żoną łoił nam niemiłosiernie skórę przy stoliku brydżowym. Okazało się, że gramy z prezesem śląskiego oddziału polskiego związku brydża sportowego. Ryszard namówił nas do założenia na uczelni klubu brydżowego i przystąpienia do rozgrywek wojewódzkich. Po powrocie klub został założony a wyniki pierwszych rozgrywek wojewódzkich w klasie B przedstawiła skrupulatnie Gazetę Częstochowską z dnia 92.04.1958 r.

W nowym roku akademickim postanowiliśmy założyć teatrzyk satyryczny. Były jednak wątpliwości czy określenie ‘teatrzyk’ nie jest grubą przesadą więc ostatecznie stanęło na Studencki Zespół Satyryczny. „Bambino”. To pomysł Janka Łaskawca. Był to czas kiedy różnego rodzaju teatrzyki studenckie powstawały ja grzyby po deszczu więc byliśmy przekonani, że i nam się uda. Zabrano się do przygotowania programu, który miał zaspokoić nasze ambicje. Program miał być w całości oparty o własne pomysły i teksty. W tym czasie dołączył do nas Janusz Mielczarek student WSE. Janusz miał wiele pomysłów więc prace ruszyły cała parą. Mała scena i salka świetlicy DS 2 już nas nie zadawalała. Znaleźliśmy poparcie u kierownictwa Domu Kultury Zakładów „Stradom”, w zamian za występy dla pracowników otrzymaliśmy do dyspozycji dobrze wyposażoną sale widowiskową na 300 miejsc.

Pierwszy program, z którym wystąpiliśmy miał tytuł „Białe na czarnym”. Przed pierwszym publicznym pokazem należało się zaprezentować przed cenzorem, który miał sporo uwag do niektórych tekstów. Należało je zmienić, oczywiście wyszło, że na gorsze.

O naszych kłopotach z cenzurą tak pisał redaktor Tadeusz Kwaśniewski (Życie Częstochowy) w pierwszej recenzji z naszego przedstawienia :

‘…gdyby przeciwnicy tekstów „Bambino” zapoznali się z tekstami np. „Bim-Bomu” dostaliby chyba białej gorączki”.

Najwięcej zastrzeżeń wzbudził skecz który uważaliśmy za jeden z lepszych. Na scenie biega w koło sputnik radziecki, a po chwili wylatuje amerykański i próbuje nawiązać z nim rozmowę : „do you speak english ???” odpowiedź ‘nie ponomaju, nie ponimaju”, „Parlez vous francais???”,”nie ponimaju, nie ponimaju”, „parlata italiano ???”, „nie ponomaju nie ponimaju”, „sprechen się deutsch ???” z entuzjazmem „Ja, ja, ja”. Sens był tak oczywisty tej rozmowy, że pani Mierkowa ówczesna szefowa miejskiej cenzury nie miała wątpliwości. Ten numer nie przeszedł.

Wojtek Tobolewski oglądał nasze ostatnie próby i opisał je w „Gazecie Częstochowskiej” z dnia 9 lutego 1958 r.

Z okazji premiery wydrukowano program przedstawienia jak w prawdziwym teatrze.

Premiera odbyła się w świetlicy DS 2. Było to przedstawienie dla naszych Kolegów. Premiera publiczna w marcu 1958 roku odbyła się w Domu Kultury „Stradom”.

To był prawie prawdziwy teatr, prawdziwa scena, prawdziwi widzowie i prawdziwe bilety wstępu. Do programu dodawaliśmy co jakiś czas nowe numery. Jeden z nich o mało nie skończył się dla mnie i Piotrka Snarskiego fatalnie.

Nasz kolega Wiesiu Wełpa ubiegał się o stypendium. Zgłosił się z odpowiednim podaniem do dziekana i taki był wg niego przebieg rozmowy :

‘Pan się stara o stypendium, Panie Wełpa?
Tak Panie dziekanie
Kto Pana utrzymuje ??
Mama
Co mama robi ??
Jest sprzątaczką
A ile zarabia ??
800 zł. Panie dziekanie
Ilu Was jest w domu ?
Czworo
To na Pana wypada 200 zł
Tak panie dziekanie
I to panu wystarcza ?
Musi
Jak Panu wystarcza to po co panu stypendium ‘

Oczywiście Wiesiu stypendium dostał ale to był gotowy skecz do programu.

Kilka dni po jego wystawieniu pani Janeczka w dziekanacie przywitała mnie i Piotrka Snarskiego słowami : „Panowie po co Wam to było, profesor powiedział, że Snarski i Żelazny to u mnie dyplomu nie zrobią”. Nie wiadomo jak by to się skończyło ale pan profesor jakiś czas po tym przeniósł się na inną Uczelnie a my wraz z resztą Kolegów obroniliśmy dyplomy 26 czerwca 1962 r.

Premierę programu „Białe na czarnym” zrecenzował Pan Tadeusz Kwaśniewski w „Życiu Częstochowy” z dnia 3 kwietnia 1958 r.

Program ‘Białe na czarnym” był wystawiany przez około trzy miesiące.

W tym czasie byliśmy z programem w Katowicach, Gliwicach, Bytomiu, Zawierciu, Radomsku, Porębie i Sosnowcu.

Jurek Wawrzak oglądał nasze przygotowania do występu w Gliwicach i tak opisał swoje wrażenia w „Gazecie Częstochowskiej”

W roku akademickim 1958/59 przygotowano nowy program „Uśmiech na raty” . Był wielokrotnie przedstawiany ale głównym celem było przygotowanie programu, który będzie prezentowany podczas naszego pobytu w Karkonoszach. Przyjechaliśmy do Karpacza z zamiarem spędzenia wakacji a finanse miały zapewnić dochody z występów. Niestety pamiętam tylko część uczestników tej eskapady: Jadzia Placek, Andrzej Bińkowski, Rysiek Uklański, Jasiu Łaskawiec, Andrzej Sawicz, Żużu Sroczyński, Janusz Mielczarek.

Naszą kwaterą w Karpaczu był Domu Turysty. Spędziliśmy tam trzy tygodnie dając około 15 przedstawień w Karpaczu, Bierutowicach, Cieplicach, Szklarskiej Porębie, Kowarach, Sosnówce oraz w wielu domach wczasowych. Dzisiaj może budzić zdziwienie jak to wszystko dało się zorganizować bez wcześniejszego przygotowania. Janusz Mielczarek zabrał ze sobą motocykl marki Java.

To był klucz do sukcesu organizacyjnego. Wszystkie te miejscowości był położone blisko siebie a mając taki pojazd można było jednego dnia zorganizować kilka występów.

Taki zespół jak nasz mający gotowy plakat i pieczątkę był zbawieniem dla każdego „kaowca” w domu wczasowym, który nie miał na co wydać pieniądze. Magia teatru studenckiego działała wszędzie i ludzie chcieli to oglądać, nie ważne było jak się mówiło lecz ważne co się mówiło.

W domach wczasowych sprawa frekwencji była załatwiona automatycznie, wszyscy wczasowicze chcieli zobaczyć coś nowego. Występy w Domach Kultury wymagały jednak trochę przygotowania. Należało wywiesić plakaty, rozprowadzić bilety i tp. Widzów zawsze zebrało się tylu, że sale nie świeciły pustkami. Czas szybko uciekał i trzeba było wracać do domów. Nasz główny księgowy, Andrzej Bińkowski wyliczył, że zarobionych pieniędzy wystarczy na pokrycie kosztów naszego pobytu w Domu Turysty. Dodatkowo każdy dostał bilet powrotny do domu i 50 zł. żywej gotówki . Dzisiaj można twierdzić, że był to jedyny w Polsce taki rajd chałturniczy zespołu studenckiego na skalę nie do pobicia.

Działalność „Bambino” przetarła ścieżkę. Okazało się, że w Częstochowie jest zapotrzebowanie na kulturę studencką pamiętając jednak o tym, jakie to były czasy. Program „Uśmiech na raty” był ostatnim pełnym programem „Bambino”. Potem nastąpił okres stagnacji i powolnego ograniczania działalności.

Ostatecznie nastąpiło rozwiązanie zespołu. Teatrzyki studenckie zamieniały się stopniowo w przedsięwzięcia zawodowe oparte o dobre teksty, muzykę i aktorstwo. Myśmy tych ambicji nie mieli a i zaplecza muzyczno-tekstowego też nie było. Oficjalne zakończenie działalności odbyło się w czasie „stypy” 29 października 1960 r. w klubie „Filutek”. Wzięły w niej udział osoby związane z zespołem oraz przedstawiciele Władz Uczelni i ZSP. Wszyscy uczestnicy spotkania zostali obdarowani pamiątkowymi medalami wg projektu Janusza Mielczarka. Medale wykonali zaprzyjaźnieni instruktorzy z wydziału metalurgicznego.

Zaproszenie na „Stypę pożegnalną” SZS Bambino.

Medal wręczony uczestnikom „Stypy”

Zdjęcia pamiątkowe uczestników „Stypy”

Stoją: Janusz Mielczarek, Andrzej Żelazny, Zdzisiu „Żużu” Sroczyński, Adela Malinowska, Rysiu „Szwejk” Uklański, Marysia Siwek. Siedzą : Stasiu Sawicki, Jadzia „Plastuś” Placek, Kaziu Gabryel, żona Antoniego Doryna.

Stoją :Andrzej Żelazny, Żużu Sroczyński, Siadzą : Bogusia Horyńska, Zdzisiu „Dzidzio” Biśta, Halinka Łaskawiec, Jasiu Łaskawiec, Zosia Stryjewska.

Stoją : Janusz „Ubranko” Niedziałek, Żużu Sroczyński, Adela Malinowska, Rysio „Szwejk” Uklański, Marysia Siwek. Siedzą :Stasio Sawicki, Jadzia „Plastuś” Placek, Kazio Sawicki, Państwo Dorynowie, Tadziu Horyński.

Podczas całego okresu działalność „Bambino” występowało w nim wiele osób, nie wszystkich pamiętam: Barbara Bożek, Leokadia Polak, Jadwiga Placek, Adela Malinowska, Maria Siwek, Stenia Zotyka, Kazimierz Gabryel, Jan Sołtysik, Andrzej Bińkowski, Włodzimierz Kocela, Jan Łaskawiec, Janusz Mielczarek, Józef Poroszewski, Stanisław Sawicki, Piotr Snarski, Ryszard Uklański, Zdzisław Sroczyński, Andrzej Żelazny i inni.

Koledzy którzy po nas próbowali bawić się w teatr mieli już trochę łatwiej.

„Bambino” było nierozerwalnie związane z Klubem Studenckim „Filutek” chociaż znacznie wcześniej powstało ale i tu i tam działali w zasadzie ci sami ludzie.

Klub Studencki „Filutek” rozpoczął działalność 25 stycznia 1959 roku w świetlicy DS. 1. Inicjatywa wyszła od Rady Mieszkańców z jej przewodniczącym Zbyszkiem Sadkiem.

Sala telewizyjna zawsze była pełna a w czasie dziennika telewizyjnego, poniedziałkowego teatru lub czwartkowej „Kobry” mimo zakazu palenia siekiera mogła spokojnie fruwać ponad głowami. Nikt z nas wówczas nie miał w domu telewizora. Telewizor marki „Szmaragd” miał przekątną 17 cali i stał odpowiednio wysoko aby z końca sali był widoczny.

W kwietniu 1959 roku w dzienniku telewizyjnym podano informację, że w powiecie Szczebrzeszyn spłonęła wieś Latyczyn. Nikt z oglądających nie zwrócił na tę informację szczególnej uwagi . Nawet Zygmund Dziurzyński będący na sali nie zorientował się, że to mowa o jego rodzinnej wsi. Dopiero po chwili wybiegł aby się spakować i jechać do rodziny. Pociąg do Lublina odchodził z dworca na Stradomiu około 23. Ktoś powiedział : „Panowie nie można Zygmunta wysłać z pustymi rękoma !” Nie trzeba było długo czekać aby z przyniesionych darów powstała całkiem spora paczka, którą Zygmunt zabrał ze sobą. Wrócił po kilku dniach już w innym nastroju bo okazało się, że spłonęła tylko część wsi i nieszczęście ominęło jego gospodarstwo.

Po prawie 60-ciu latach chciałem sprawdzić czy po tym spontanicznym geście solidarności z kolegą został jakiś ślad. Kiedy zatelefonowałem do komendanta Ochotniczej Straży Pożarnej w Latyczynie i opowiedziałem Mu o tej historyjce, obiecał sprawdzić i oddzwonić. Po kilku dniach odczytał mi zapis w księdze pamiątkowej OSP który kończył się zdaniem: ‘ Wśród poszkodowanych rozdzielono przywiezione dary’

Kółko jakby się zamknęło.

W chwili otwarcia klub był nie tylko jedynym miejscem spotkań częstochowskich studentów ale i młodzieży z poza Uczelni. Z miejsca zyskał sobie dobrą opinię wśród licznego grona stałych bywalców. To co działo się na godzinę przed otwarciem klubu było nie do przewidzenia. Klub mógł pomieścić 60 osób lecz chętnych było co najmniej dwa razy tyle. Do „Filutka” przychodziło się w zasadzie aby potańczyć, ale bardzo szybko stał się on ośrodkiem życia kulturalnego Uczelni. Tutaj znalazły swoje miejsce teatrzyki i grupy poetyckie . W Klubie odbywały się spotkania za znanymi i popularnymi ludźmi. O wszystkich spotkaniach informowała miejscowa prasa co sprawiało, że na sali było wielu gości „z miasta” . Spotkania z Tadeuszem Bocheńskim legendarnym spikerem Polskiego Radia, Kazimierzem Rudzkim cieszyły się ogromnym powodzeniem. Pan Tadeusz Bocheński przysłał bardzo miłe podziękowania za możliwość spotkania się z młodzieżą.

Jesienią 1960 roku miłośników jazzu spotkała miła niespodzianka. Do Polski przyjechał na gościnne występy czołowy zespół jazzowy świata New York Jazz Quartet. Zespół dał w klubie dwa koncerty i jeden w Sali domu Rzemiosła.

Wszystkie wydarzenia w Klubie były dokładnie udokumentowane w Księdze Pamiątkowej.

Było tam wiele wpisów uczestników spotkań oraz zdjęć. Niestety mimo usilnych starań nie udało mi się dotrzeć do aktualnego posiadacza tej Księgi, jeżeli ona jeszcze w ogóle istnieje. Zamknięcie jednego z pięciu najstarszych Klubów studenckich w Polsce to przykład nie liczenia się z tradycją.

Andrzej Bińkowski i Żużu Sroczyński przygotowują wystawę fotografii studenckiej.

Do Klubu często przychodzili dziennikarze interesujący się życiem akademickim. Efektem ich pracy były artykuły, głównie w Życiu Częstochowy.

„Życie Częstochowy” 28 stycznia 1961 roku

„Życie Częstochowy”, 24 stycznia 1961 roku

Po rozwiązaniu „Bambino” Filutek starał się zapełnić powstałą lukę wystawiając w noc sylwestrową fragmenty „Zielonej Gęsi” K.I. Gałczyńskiego oraz przygotowując wystawienie jego „Nocy cudów” (ostatecznie do premiery nie doszło z różnych powodów). Jesienią 1961 roku klub otrzymał nowe pomieszczenie w DS. 2.

W klubie zawsze starano się obchodzić każdą rocznicę jego powstania. Wiele ich nie było ale trzecią rocznicę obchodziliśmy hucznie.

W październiku 1961 roku zrodził się pomysł aby trzecią rocznicę otwarcia Klubu uczcić wydarzeniem na skalę ogólnopolską. Tym wydarzeniem miał być Ogólnopolski Przegląd Piosenki Studenckiej. Takiej imprezy jeszcze w Polsce nie było. Rada Uczelniana ZSP miała poważne zastrzeżenia to tego przedsięwzięcia Przegląd miał by się odbyć w dniach 13-14 stycznia 1962 r.

Na tę okoliczność wystawiono „reprezentację” organizatorów przywołując do życia, na krótko „Bambino”.

Czasu więc zostało niewiele.

Był problem fundowania nagród i załatwienia godnego miejsca dla pokazów konkursowych. Ostatecznie powołano Komitet Organizacyjny, który szybko uzgodnił „właściwy Komitet Honorowy” z Jego Magnificencją Profesorem Wacławem Sakwą jako przewodniczącym. Teraz prace ruszyły pełną parą. Rozesłane zaproszenia do udziału w Przeglądzie zostały niemal natychmiast potwierdzone. Taka impreza była potrzebna. Również fundatorów nagród nie zabrakło. Ostatecznie nagrody ufundowali:

Rektor Politechniki - 6 tyś. zł. za najlepszą piosenkę

Ministerstwo Kultury i Sztuki - 5 tyś. zł. dla najlepszego zespołu

PSS Częstochowa - 5 tyś. zł drugiego najlepszego zespołu

Prezydium MRN - magnetofon dla najlepszego piosenkarza

Rada Naczelna ZSP - dwa wyjazdy za granicę

Klub „Filutek” - 2 tyś. zł. oraz 2 x po 1tyś zł.

Dyrektor Teatru im. Adama Mickiewicza Pan Edmund Kron oddał bezpłatnie do dyspozycji organizatorów sale teatralną z pełnym zapleczem i obsługą.

13 stycznia 1962 roku na scenie teatru im Adama Mickiewicza rozpoczął się pierwszy koncert konkursowy. W przeglądzie wzięły udział kabarety : „Cyrulik” z Krakowa, ”Pstrąg” z Łodzi, STS z Warszawy, „Bluff” z Wrocławia, „Kompleks 13” ze Szczecina, „ToTu” z Gdańska, „Stodoła” z Warszawy i „Bambino” z Częstochowy. Ze zgłoszonych uczestników nie przyjechały jedynie Ewa Demarczyk i Anna Prucnal. Warszawski STS wystąpił tylko w pokazach finałowych gdyż akompaniator zespołu Marek Lusztig spóźnił się z przyjazdem.

Zainteresowanie przeglądem w Częstochowie przekraczało oczekiwania. Sala teatru nie była w stanie pomieścić widzów. Każde miejsce na widowni było dobre. Wszystkie przejścia zajmowali widzowie. Częstochowianie pokazali, że kultura studencka ma w mieście wielu sympatyków. „Bambino” przetarło trochę szlaki ale przegląd pokazał to co w kabarecie jest najlepsze – piosenki.

Przewodniczący Jury Stanisław Ryszard Dobrowolski ogłasza werdykt Jury.

Laureatami przeglądu zostali : Aleksander Nizowicz z kabaretu „Kompleks 13” ze Szczecina.

Nagrodę i okolicznościowy medal wręczają Adela Malinowska z SZS „Bambino” i Przewodniczący Komitetu Organizacyjnego Romek Paluch.

Nagrodzoną piosenkę „Iwan i kwiatki” w wykonaniu Aleksandra Nizowicza spopularyzowała Halina Kunicka zmieniając nieco tekst na „Ech Piotr, ech Piotr”.

Krystyna Maciejewska reprezentująca SZS „Bambino” wyśpiewała nagrodę Rady Naczelnej ZSP.

Drugą równorzędną nagrodę otrzymał Tadeusz Chyła z gdańskiego „To-Tu”.

Nagrody Klubu „Filutek” otrzymali : za wykonanie „Ballady o świętym”- Tadeusz Góra i Andrzej Żelazny – wykonanie, Janusz Mielczarek – tekst, Fryderyka Elkana z warszawskiej „Stodoły” za piosenkę „Chica-Helka” i Krystyna Oleszczuk ze szczecińskiego „Skrzata” za piosenkę „Staruszkowie”.

Piosenka krakowskiego „Cyrulika” „Konik na biegunach” mimo entuzjastycznego przyjęcia przez publiczność nie znalazła uznania u Jurorów. Szkoda, bo po prawie 30 – tu latach ta piosenka w wykonaniu Urszuli na stałe wpisała się na listę najpopularniejszych hitów, a mogła kojarzyć się z festiwalem w Częstochowie.

Kabaret „Cyrulik” śpiewa „Konika na biegunach”. W środku autor tekstu Franciszek Serwatka

Śpiewa Zofia Merle z warszawskiego STS – u

Wszyscy uczestnicy Przeglądu oraz osoby uczestniczące w jego przygotowaniu otrzymali pamiątkowe medale.

Nasza dziadowska „Ballada o świętym” opartą była o tekst w Gazecie Częstochowskiej . Za wykonanie dostaliśmy nagrodę w wysokości 2000 zł. co stanowiło wówczas więcej niż trzy fundowane stypendia. Tak to wykonanie oceniono w recenzji: „Ballada o świętym” utrzymana w stylu ‘pod kościołem’ wywołała taki nastrój bezpośredniości, że publiczność zaczęła rzucać monety na scenę”.

Przegląd prowadził perfekcyjnie Rysiu Zatorski, speaker „Radio – Pryzmaty”

Aby wszystko było zgodne z linią i na bazie, uczestnicy przeglądu dali specjalny koncert dla pracowników Huty Bieruta, PSS i Zakładów Włókienniczych.

Organizację Przeglądu tak oceniła miejscowa prasa : „Starannie przygotowana i zapięta na ostatni guzik impreza w czym wielka zasługa Komitetu Organizacyjnego z Romanem Paluchem, Andrzejem Żelaznym i Andrzejem Bińkowskim na czele”.

Sprawne przeprowadzenie przeglądu było niewątpliwie wykorzystaniem doświadczeń zdobytych przy organizacji ogólnopolskiego przeglądu studenckich zespołów tanecznych. Przegląd zorganizowały w dniach 29 -30 listopada 1958 roku Rada Uczelniana ZSP Politechniki wraz z Radą Naczelną ZSP. Celem imprezy było wyłonienie Zespołu Tanecznego reprezentującego Polskę na festiwalu w Grenoble, we Francji. Konkurencję wygrał zespół z Częstochowskiej Politechniki, chociaż uczestników było wielu. Nasz Zespół pokonał przedstawicieli WSE z Krakowa, Politechniki Łódzkiej, Politechniki Wrocławskiej, AGH, Uniwersytetu Warszawskiego oraz UMSC z Lublina. W chórze AGH solistą wielokrotnie wywoływanym do bisów był Wiesław Ochman wówczas student piątego roku AGH a wkrótce wielka gwiazda największych scen operowych świata. Historia powstania Zespołu Pieśni i Tańca Politechniki Częstochowskiej została już opisana w Kwartalniku Politechniki. Wiele było przedsięwzięć kulturalnych organizowanych z udziałem studentów Politechniki ale żadne z nich nie prezentowało poziomu Zespołu Pieśni i Tańca.

Zawsze gdy w klubie coś się działo obecni byli koledzy z radiowęzła. Ma on też swoją historie zanim zamienił się w „Radio Pryzmaty”. Radiowęzeł obsługiwali Andrzej Kwiatkowski i Karol Sochacki. Ich głównym zadaniem było zapewnienie sprawnej retransmisji programu polskiego radia oraz ogłaszanie aktualnych komunikatów. Dopiero wyposażenie radiowęzła w szczyt techniki jakim był magnetofon umożliwiło opracowywanie własnych programów. Były to na początek montowane wiadomości lokalne wzorowane na popularnej audycji „Muzyka i Aktualności”. W „Filutku” zawsze działo się coś ciekawego więc zawsze na miejscu byli nasi dzielni radiowcy . Do „Filutka” często zaglądali przedstawiciele Profesury. Kilka razy odwiedził klub Rektor prof. Sakwa. Przy każdej takiej okazji jako kierownik klubu uważałem za swój obowiązek przywitać gości. Tego dnia profesor Sakwa zjawił się w towarzystwie Przewodniczącego Prezydium Miejskiej Rady Narodowej (odpowiednik dzisiejszego prezydenta miasta) Tadeusza Kowalskiego oraz sekretarza POP tow. Jana Habdasa. Nie bardzo wiedziałem w jakiej kolejności gości przywitać a do tego ze zdenerwowania zacząłem się lekko zacinać co już wzbudziło wesołość wśród obecnych. Wyszedł z tego bełkot w rodzaju „ Witam pana… przew… pana rekto… towarzysza sekret..” i tp. Ostatecznie jakoś gości powitałem myśląc, że wszystko dobrze się skończyło. Niestety nie. Nasi dzielni radiowcy byli na posterunku i cały mój „występ” nagrali. Przez kilka najbliższych wieczorów ku uciesze gawiedzi odtwarzali serial pt „Jak to Żelazny witał w Filutku dostojnych Gości”.

Najważniejszym punktem programu radiowęzła była transmisja południowych wiadomości radiowych. Po sygnale czasu i hejnale z wieży mariackiej stołówka zaczynała wydawać obiady. Któregoś dnia Karol i Andrzej nagrali cały południowy blok informacyjny zaczynając od sygnału czasu a kończąc na wiadomościach agencyjnych. Cały ten program odtworzyli następnego dnia, ale o godzinę wcześniej. Łatwo sobie wyobrazić gromadę głodomorów dobijającą się do drzwi stołówki i wystraszone kucharki, bo ziemniaki jeszcze nie ugotowane.

Zamiana radiowęzła w „Radio Pryzmaty” to osobista zasługa Mirona Pietrasa, Wieśka Gronowskiego i kilku współpracujących z nimi kolegów, których nazwisk niestety nie pamiętam. Wszystko zostało zrobione ich własnymi rękami, ale i satysfakcja była ogromna po uruchomieniu . W Radio Pryzmatach zrealizowano pierwsze słuchowisko wg tekstu Marianowicza. Gabrysia Krzyżykowska grała role księżniczki. Szkoda, że nie zachowała się taśma z tym nagraniem bo na konkursie słuchowisko otrzymało wyróżnienie za efekty dźwiękowe.

Co mi z tych czasów zostało ??

Po trzech latach pracy jako konstruktor powierzono mi kierownictwo dużego wydziału produkcyjnego. Krótko potem miałem poprowadzić naradę produkcyjną. Trochę wystraszony próbowałem jakoś się z tej narady wywinąć ale się nie dało. Kiedy zaczęła się narada i zobaczyłem to całe zgromadzenie, pomyślałem sobie „ przecież to też kabaret”. Następnego dnia szef pochwalił sprawne przyprowadzenie narady.

Ktoś powiedział, że nigdy nie wiadomo kiedy może się przydać stary bilet do łaźni.

Andrzej Żelazny

15 marca 2017 r.

P.S Serdecznie dziękuję Kolegom : Andrzejowi Bińkowskiemu, Januszowi Mielczarkowi, Mironowi Pietrasowi, Zdzisiowi Sroczyńskiemu za wspomaganie swoją pamięciom.